Oficjalny debiut…

Od momentu, gdy po raz pierwszy człowiek zetknie się z produkcją muzyki, w mniejszym lub większym stopniu podświadomie rozmyśla o dniu swego oficjalnego debiutu. Nic nie przychodzi łatwo więc chcąc tego dokonać, winien wcześniej sporo wypracować narażając organizm niemal na skrajne wyczerpanie. Przynajmniej ja od zawsze tak to sobie wyobrażałem…

Sam miałem już teoretycznie okazje, a w zasadzie również i praktycznie, zaznaczyć się na oficjalnych, płytowych wydawnictwach. Mimo, iż są dla mnie bardzo ważne, traktuję je z niewielkim przymrużeniem oka, gdyż miejsce na tracklistach wywalczyłem sobie w organizowanych do tego celu konkursach na remiks. W końcu jednakowoż nadarzyła się okazja by postawić przysłowiową ‚kropkę nad i’, spełniając tym samym kolejne marzenie – odpowiednie słowo. Jak wyglądało to w moim przypadku?

Niestety nikogo nie mógłbym zaskoczyć opisując niewiarygodnie wymyślną historię rodem z filmów ‚science-fiction’. Od niepamiętnych czasów wyobrażałem sobie taką współpracę w sposób najbardziej naturalny – artysta kontaktuje się w sprawie muzyki z producentem, ten wysyła mu kilka próbek, główny zainteresowany wybiera odpowiedni dla siebie kąsek… itd. Tak też było w mojej bajce i nie ukrywam, że napełniło mnie to ogromną dumą!

Równie mocno raduję się z innych powodów. Jakich?

Szczerze powiedziawszy już u podstaw działalności tworzyłem muzykę wyłącznie z pasji (banalne ale prawdziwe), dzięki czemu myśli o ‚legalu’ nie przysłaniały mi widoku na sprawę niezmiernie istotną – umiejętności. Lepiej bowiem robić dobre rzeczy w podziemiu, niżeli słabe oficjalnie. Konsekwentnie trzymałem się tej zasady szlifując kunszt, który jest nieustannie cenniejszy od złota. Drugie zagadnienie równie znaczące – mimo, iż nigdy nie napisałem do nikogo wiadomości zawierającej demo czy próśb wzięcia mnie pod uwagę w swojej twórczości, udało się dojść w miejsce, które dziś jest dla mnie osobistym, życiowym osiągnięciem (i nie chodzi już tylko o ten debiut). Dodatkowe kwestie poboczne, nie mniej wydatne jak choćby możliwość wykonania samodzielnego miksu czy wreszcie zaufanie u legendarnego już artysty zapraszającego mnie na swój album sprawiły, że ten duży krok śmiało określam jako”wymarzony debiut”!

Tagi: ,

Odpowiedzi: 7 to “Oficjalny debiut…”

  1. Sebastian Mzyk Says:

    Powiem tyle.
    Jedziesz z tym Cok’sem :)

  2. bany Says:

    niektorzy na sile sie wybijaja inni poprstu to maja :) 5% dla mnie. :D

  3. Ewela Says:

    przy bitach 34 i 35 już wiedziałam że coś z tego będzie ;)

  4. Ewela Says:

    Praca pracą aleeee trzeba coś kochać i w to wierzyć ;) best poducent ever :) trzymam kciuki i czekam na płytę :) będę ją miała na pólcę ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: