Plagiat – Czyli jak uśmiercić produkcję muzyki…

Jak wiadomo zapewne każdemu, muzyka to jedna z dziedzin sztuk pięknych, która w dzisiejszych czasach posiada tyle znaczeń, ile zastosowań. Jest to niewątpliwy skarb kulturalny obecnych pokoleń, bez względu na terytorium globu przezeń zajmowanego. Jej niewątpliwe znaczenie mocno odbija swoje piętno wśród rzeszy populacji. Muzyka = sztuka!

Dlaczego wychwalam ją już na samym wstępie?

Z prostego powodu. Chcę uchwycić pewien kontrast i podkreślić negatywną stronę podejmowanego tematu, który zdaje się być mocno kontrowersyjny, wywołując w pewnych kręgach bardzo żywą dyskusję. Nie powinno to nikogo oczywiście dziwić, gdyż postępowanie, które przypomnę, zasługuje chyba jedynie na lincz. Mowa o „producentach”, którzy kradną, plagiują czy przywłaszczają sobie ostentacyjnie czyjąś, często ciężką pracę.

Czy zabijanie finezji i wyjątkowości tak pięknego zjawiska może być tłumaczone? Pragnąc zachować obiektywizm próbowałem znaleźć argumenty usprawiedliwiające takie czyny. Chęć zrobienia czegoś oryginalnego? Wprowadzenia nowego trendu? Wykorzystania nieznanego jeszcze patentu produkcyjnego? Zdają się być to kiepskie argumenty z dość banalnego powodu – do wspomnianych czynności wystarczy jedynie własna inwencja i krzta chęci do pracy. Nie wszystkim jednak pasuje perspektywa wyrzeczeń i doskonalenia własnych umiejętności. Ale czy rozsądniej jest od razu wybrać drogę z górki?

Nikogo nie zaskoczę jeżeli posłużę się przykładem pewnego producenta, który swoimi postępkami naraził się na liczne, negatywne adnotacje. Swego czasu produkował on niemal każdy wychodzący singiel na rapowym rynku. Udzielał się często gęsto na płytach podziemnych oraz tych oficjalnie wydanych. Był niekiedy nawet odpowiedzialny za całą melodyczną zawartość albumów. Do czasu. Ktoś wreszcie połapał się w poczynaniach bohatera i cała afera dotarła do szerszego grona.

Dlaczego beatmaker z takimi umiejętnościami technicznymi, świadomie szargał własną reputację kradnąc cudze dokonania? Przecież nie mógł on liczyć, że kwestia ta nie wyjdzie ostatecznie na jaw. Oczywiście, niekiedy jego twórczość przesadnie rozkładana była na czynniki pierwsze w pogoni za wykryciem kolejnego przekrętu. Mimo często idealnego odwzorowania przez niego oryginału – posiadał potencjał i kwalifikacje praktyczne, by zapisać się w kartach muzyki zdecydowanie chlubniej. Wyłącznie z tego powodu nurtuje mnie pytanie – czemu wspomniany Pan wyprawiał tak niegodne dla muzyka rzeczy?

Kolejna postać zasłużyła się w inny sposób, by widnieć na ścianie nikczemnych postępków.

Od zawsze oczywistym faktem jest, że nie każdy posiada predyspozycje przejawiające się w każdej dziedzinie życia. Niniejsza jednostka widocznie nie była obdarzona warunkami i zacięciem do składania ścieżek w całość.

Producent ten za sprawą wszelakich stron internetowych wyszukiwał podkłady, ściągał i co najciekawsze – rozdawał je dla potrzeb innym, podpisując się pod nimi własnym przydomkiem. Znalazł się na sporej ilości opublikowanych płyt. Mało tego – śmiałek był tak pewny swoich umiejętności muzycznych w wyszukiwaniu empetrójek, że postanowił wystąpić na jednej z polskich edycji Beat Battle – dostał się do grona zaproszonych. Na szczęście cała afera została w porę wykryta. Sam dowiedziałem się o niej troszkę przypadkiem, gdyż z niewiadomych przyczyn nie była za specjalnie nagłośniona – a chyba powinna.

Czy jakąkolwiek satysfakcją płynie z podszywania się pod obcy produkt?

Nie chcę wymieniać pseudonimów – jeżeli ktoś śledzi na bieżąco takie tematy, zorientuje się doskonale o kogo chodzi. Mam na celu jedynie ostrzeżenie przed takimi zachowaniami. Kłamstwo ma krótkie nogi, a internet zawsze ułatwi jego wychwycenie. Zawsze!

Niejednokrotnie zachęcałem, by spróbować własnych sił w produkcji podkładów i czuję się w obowiązku dodać, że o wiele większa satysfakcja wynika ze zrobienia czegoś samodzielnie, aniżeli kradzież, plagiowanie czy przywłaszczanie czegoś, co do nas nie należy. Nieprawdaż?

Tagi: ,

Odpowiedzi: 6 to “Plagiat – Czyli jak uśmiercić produkcję muzyki…”

  1. Modest Oficjalnie Says:

    Prawdaż! Słuszne wnioski. Idzie wychwycić o kogo chodzi, więc kto obserwuje choć pobieżnie scenę, poradzi sobie bez problemu. Pytaniem jednak jest jakie mieli pobudki ku takim działaniom? Tym bardziej, że skillsowo jak wspomniałeś nie odstawali. Chcieli przyspieszyć fejm, poważanie? Nie mnie to oceniać. Może zacznę robić beaty? Za dwa lata mam legal – żartując oczywiście. Swoją drogą w życiu obowiązują identyczne zasady – każdy mitoman, notoryczny ściemniacz, jeśli raz się potknie, wszystkie jego dotychczasowe czyny zostaną poddane gwałtownej lustracji. Nawet pomimo perfekcjonizmu wkładanego w intrygi tych kłamców.

    Pozdrawiam

  2. Szur Says:

    Polecam porównanie, do tematu :)

    • tojestcok Says:

      Poniekąd choć już niejednokrotnie słyszałem użyte bębny w całości z oryginału – bardzo często noona. Troszkę mało kreatywne ale pod paragraf tematu chyba jeszcze nie podchodzi to wykroczenie : )

      • Szur Says:

        Ja bym rozjechał walcem za taką akcję :) samplowanie utworu rapowego i to w dodatku bębnów, nie rozumiem, nie toleruję :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: