Winyl vs Mp3…

Konfliktów w świecie muzyki możemy uraczyć mnóstwo, na wielu płaszczyznach przeplatają się opinie zwolenników jak i sceptyków. Jedne uważamy za błahe, inne jednak traktujemy poważnie. Jak zapatrywać się na walkę pomiędzy korzystaniem z próbek mp3, a samplowaniem płyt winylowych?

Na początku zastanówmy się, kiedy spór ten zaczął kiełkować w środowisku. W moim mniemaniu rozdmuchany został w momencie wydania płyty O.S.T.R’ego – O.C.B (2009) i utworu „Nie każdy”, w którym to otrzymujemy taką oto informację:

„Nie każdy track budzi słuch tu i duszę,
jeśli samplujesz z mp3 jesteś ‚chuj’ nie producent.”

Ale czy rzeczywiście podejście tak żarliwe jest pewnikiem i jedyną alternatywą?

Przeczytałem wiele wywiadów i wypowiedzi traktujących o tym, wciąż narastającym konflikcie. Całe mnóstwo argumentów obiektywnych jak i tych, w których sensu na próżno by szukać. Zeus, łódzki producent i raper frapująco mówi w jednym z wywiadów:

„Jest jeszcze jeden aspekt, na który zwracają uwagę fascynaci winyli, aczkolwiek o dziwo, najrzadziej: szacunek do samplowanego wykonawcy. Rzekomo, jeżeli samplujesz z oryginalnego albumu to jest to oddanie szacunku. Nie kupuję tego. Jeżeli i tak, później nie płacisz za te sample, bo tak to często wygląda, to jaka to różnica? I tak kogoś, w pewien sposób okradasz. Jeżeli miałbym widzieć w samplowaniu, oddanie szacunku samplowanemu wykonawcy, to już w samym zaczerpnięciu próbki. W tym, że uznałeś to za wartościowe.”

Oczywistym jest, że świat mainstreamowy rządzi się własnymi prawami. Sampling w świecie tych praw ma często ciężką drogę do przebycia. Autorzy podkładów muszą uzyskać zgodę artysty samplowanego, w zależności od długości czy szczebla ingerencji, winni zapłacić za prawa autorskie. Przez takie czynniki cała otoczka traci swój pierwotny urok. Czy nie z korzyścią dla wszystkich byłoby, jeżeli nikt usilnie nie robiłby z tego wyłącznie biznesu? Muzyka rapowa byłaby atrakcyjniejsza, a wielu muzyków, kreatorów zsamplowanej próbki nie usunęłaby się w cień jak to nie raz bywało. Może nawet zyskałaby dawaną świetność?

Działaczy podziemnych tymczasem dotykają inne, nie mniejsze trudności.

Czy zaczynając przygodę z muzyką musisz kupować płyty woskowe? Jeżeli dostaniesz ich kilka ze strychu, w spadku od babci, wskazane byłoby mieć przecież odpowiednie narzędzie przeznaczone dla nich, o lepszej wkładcę gramofonowej nie wspominając, nie chcący tracić na jakości zgrywanej kompozycji. Adapter ponadto należałoby dobrym kablem, przez dobry interfejs połączyć z komputerem. A Ty myślisz sobie: ”Czy to naprawdę konieczne?! Skąd na to wziąć fundusze? Ja przecież chcę tylko zobaczyć czy to w ogóle dla mnie!”.

Dostępność czarnych nośników w dzisiejszych czasach bywa różna. Generalnie w antykwariatach, na targach staroci, w domach znajomych istnieją. Problem natomiast rodzi się taki, że są to głównie płyty naszego, krajowego rynku fonograficznego. Nie oznacza to, że są gorsze ale czy będąc fanem Betty Davis, Billy Paula czy Clarence Reida, chcąc wykorzystać ich twórczość w swojej konwencji, masz możliwość dostać je w każdym punkcie oferującym sprzedaż tego typu medium? Niestety nie, a pragnąc mieć nietypowe płyty, musimy często słono zapłacić. To kolejne obciążenia finansowe.

W kwestii plików omijamy problem dostępności i kosztów szerokim łukiem. Krocie stron internetowych posiada ich ogromną bazę – chyba, że mowa o witrynach świadczących usługi legalne, gdzie jednak kilka złotych trzeba przeznaczyć.

Jest oczywiście niemało korzyści płynących z samplingu krążków trzeszczących. Zwiększenie kreatywności – no bo kto chce wydać, ciężko zarobiony grosz i nie mieć z tego żadnego pożytku? Poszerzanie horyzontów muzycznych – z ciekawości czytając okładki, poznajesz istotne nazwiska. Nieporównywalną głębie nagrania – co analog to analog. Jedno z dobrodziejstw dla mnie najistotniejszych – klimat. Nie poznałem jeszcze nikogo, kogo by proces Diggin’u nie zauroczył, co jest dla masy ludzi zrozumiałe.

(Możemy w grę wytoczyć jeszcze opcję – ripy z trzasków. Przez taki obrót sprawy granice walki powinny się zatrzeć. Jakość pliku pozostaje taka sama, osiągalność będzie w pełni zadowalająca – w tym wypadku odchodzi proces grzebania godzinami w koszach, zgrywania i niesamowita aura temu towarzysząca, co jest niewątpliwym minusem) – to jednak opcja odchodząca od tematu, wiec pozostanie propozycją łagodzącą pojedynek.

Nie opowiadam się po żadnej ze stron, mam tylko nadzieję, że z biegiem czasu ludzie nie będą w tak surowy sposób podchodzili do rywalizacji „Winyl kontra Mp3”. Bądźmy bardziej wyrozumiali. Rozważmy czy ważniejszy jest środek czy osiągnięty efekt. Czy dalej warto kultywować słowa cytowane na wstępie? Spróbujmy raz jeszcze przemyśleć temat i zobaczyć czy konkluzje będą wciąż takie same jak te pierwotne!

Tagi: ,

Odpowiedzi: 18 to “Winyl vs Mp3…”

  1. Witostr Says:

    Pozwolę sobie wyrazić swoje zdanie. Sam zaczynałem samplując mp3 i zgadzam się z Tobą, że wydawanie bądź co bądź sporych pieniędzy na sprzęt, żeby tylko samplować z wosku, to nonsens. Nie rozumiem jednak czemu w tej dyskusji brane są pod uwagę tylko opcje winyl lub mp3. W samplach z mp3 bardzo często po prostu słychać kompresję, co może nie ma znaczenia przy podziemnych produkcjach, udostępnianych i tak z reguły w tym formacie, ale na legalnym albumie prezentuje się marnie. Wręcz uważam umieszczanie na legalach bitów z samplami z mp3 za pewien objaw braku szacunku dla słuchacza. Dlatego też osobiście sampluję zarówno z winyli, jak i z plików lossless, a mp3 nie tykam od chwili, kiedy usłyszałem swój bit na takowych samplach na dobrym sprzęcie. Oczywiście argument z oddawaniem szacunku artyście to bzdura jakaś, i tak większości płyt nie da się kupić tak, aby autor dostał z tego choćby 5 groszy, nie mówiąc o tym, że, co jest sporym argumentem na rzecz winyli, całe mnóstwo naszych polskich starych wosków nie ma reedycji CD. Z drugiej strony robienie z próbkowania czarnych płyt ideologii to też spora przesada. Nawiasem mówiąc polecam przestawić się na jakiś czas na słuchanie wyłącznie lossless, może się okazać, że później mp3 będzie niestrawne.

  2. tojestcok Says:

    Pozwoliłem sobie napisać artykuł o sporze ”Winyl kontra Mp3” z prostego względu – niestety od dłuższego czasu strasznie ten temat zaczął być owiewany mitem. Jak zauważyć można pod koniec wplotłem temat ripów z winyli co bardzo ten temat upraszcza.
    Co do nurtu, w którym produkcje się znajdują również jest podział. Skupiłem się na undergroundowych realiach bo w takich się ‚obracam’. Co do reedycji CD wkraczasz na temat plików audio wav, z mp3 nie ma to nic wspólnego. Na koniec, może nie zawarłem tego w artykule (ponieważ nie chciałem) ale jestem zwolennikiem samplowania winyli. Sam mam dość pokaźną kolekcję. Po prostu nie rozumiem przyjmowania ideologii, która krytykuje samplowanie mp3. Jak to się czasem mówi ”nie ma się co komu wpier.alać w michę” – skoro robisz dobrą muzykę, rób ją z czego chcesz : ) trening czyni mistrza.

  3. Witostr Says:

    Dlaczego pliki .wav czy lossless nie mają z mp3 nic wspólnego? I to i to cyfra, mp3 to po prostu .wav, który został skompresowany ze stratą jakości, dla wprawnego ucha niestety słyszalną. Skoro jednak Tobie chodzi głównie o underground, to zgadzam się w 100%, niech sobie każdy robi z czego chce. Mnie jedynie irytuje, kiedy na fizycznym nośniku dostaję jakość mp3.

  4. tojestcok Says:

    Co do mp3 chodziło mi właśnie o kwestie kompresji, nie sprecyzowałem jasno – oczywiście, że różnica słyszalna, myślę, że nawet dla mniej wprawnego ucha : )

  5. Santos De laHoya Says:

    w mojej opinii, wygląda to tak że, jeśli ktoś nie zacznie zabawy w winyle to będzie pewnie dalej siedział i robił z mp3 albo ripował cdki. ma to na pewno swoje plusy które są widoczne dla wszystkich ale tu chyba chodzi co kto potrafi wyprodukować i nie ważne czy będzie nagrywał z cd z youtube czy będzie nagrywał dźwięki cyfrowym w parku albo nad morzem. Jednak jak ktoś już kupi parę analogów i gramofon to chce więcej, wiem po sobie. Wszystko jednak w sprawach winyli sprowadza się do jednego PIENIĄDZ !!. Bo przyznajcie mi racje jeśli byście mieli względnie dużo pieniędzy to można na to wydać przecież wszystko, a potem w domu parać się tym. Piękna rzecz jednak winyle to sport nie o tyle dla bogatych ale dla tych co mogą w zależności od zajawki wydać na to takie a nie inne sumy czy też pojechać do Uk, Francji, Usa. Czemu chodzi o pieniądze??

  6. Kbk Says:

    Kultywuj zajawkę. W obecnej dobie, dostęp do plików Mp3 jest nieograniczony.. Byle kto, może ściągnąć sobie rzadką płytę i ją rezać, mieć dostęp do wyjebanych sampli, co razem z drum packami pete rocka, czy premiera czyni z niego producenta. Róbta co chceta, ja nigdy nie będę szanował takiego beat mejkera i o wiele gorszy beatowiec tnący vinyl będzie miał więcej szacunku. tyle.

  7. tojestcok Says:

    Każdy ma prawo do własnego zdania : )

  8. santos De laHoya Says:

    Kbk zapraszam na mój profil http://soundcloud.com/fat-attack
    Proszę wypowiedz się które z tych sampli w kawałkach są z cyfrowych nośników a które są z placków
    jak zgadniesz możesz pod któryś nagrać :P hehe

  9. Witostr Says:

    Kbk, a co jeśli ja np. jestem niewidomy i napotykam na szereg trudności chcąc powiększyć swoją kolekcję wosków? Samotne włóczenie się po sklepach/komisach/targach w moim przypadku odpada, bo i tak nic nie wyczaję, muszę więc znaleźć kogoś widzącego, komu będzie się chciało poświęcić czas na łażenie ze mną i czytanie mi tytułów tych wszystkich płyt. Jak się pewnie domyślasz zagraniczne wyjazdy w poszukiwaniu pcv na ten moment są w sferze marzeń. Czy zatem należę do tych niegodnych szacunku producentów, tylko dlatego, że sampluję cyfrowe pliki? Dbam o brzmienie, jakość, z drum packów nie korzystam, bo wolę sobie ulepić coś z własnych znalezionych bębnów. Szukam takich płyt, o których istnieniu nie miałem wcześniej zielonego pojęcia. A zatem, jak to jest?

  10. Kbk Says:

    Witostr, nie popadajmy w skrajności. Ja swojego zdania nie zmienię.. i jak napisałęm.. róbta co chceta. Wasza moralność, wasze podejście.

  11. Witostr Says:

    Ale jakie skrajności? ja całkiem serio pisałem, że niewidomy jestem, to nie jest wymyślona fikcja. Zasadniczo i tak nie stracę szacunku sam do siebie tylko dlatego, że nie szanuje mnie ktoś inny, byłem jednak ciekaw co odpowiesz. Szkoda, że się z tematem nie zmierzyłeś.

  12. Witostr Says:

    A co mi tam, jeszcze trochę skomplikuję temat. Wspomniany w artykule Ostry w roku 2002 wydał album Tabasco. Tak ze 4 bity na tejże płytce są na samplach z soundtracku Michała Lorenca do filmu „Bandyta”, wydanego jakieś 5 lat wcześniej. Pokażcie mi winylowe wydanie owego soundtracku, a zobowiązuję się nigdy więcej nie ciąć plików cyfrowych.

  13. tojestcok Says:

    Jeśli chodzi o Tabasko to czytałem tę informację gdzieś na forum. Jednak on mógł samplować z CD, a to już nie mp3, więc nie wspomniałem w artykule o tym fakcie : )

  14. szczegut Says:

    Serfując po internecie natknąłem się przypadkiem na powyższy artykuł. Jako producent z jakimś tam paroletnim stażem i kolekcjoner winyli pozwolę sobie wyrazić swoje zdanie na temat konfliktów Winyl-MP3.
    Podejrzewam że większość producentów zaczynała od samplowania mp3. Po prostu na sprzęt, płyty itp trzeba słono zapłacić. Podobnie było ze mną. Po około pół roku, kiedy złapałem wiatr w żagle, moje bity zaczynały w ogóle przypominać muzykę, zacząłem rozglądać się za gramofonem i wkrótce za zarobione pieniądze kupiłem go. Do urządzenia dostałem trochę płyt winylowych, resztę wosków znalazłem w domu swoim i znajomych… Po ponad 3 latach produkcji i obcowania z czarnymi płytami nie dam sobie wmówić bajek o braku różnicy w brzmieniu próbek mp3 i winylowych. Jest to po prostu absurd. Winyl ma duszę, brzmi o wiele lepiej. sprawia że cały proces twórczy na prawdę ma sens. Od cięcia głównego sampla, po przeszukiwanie stert płyt celem znalezienia ciekawych brejków czy dodatków. Ktoś wyżej wspomniał że „ważne jest co się wyprodukuje”. Otóż, to nie problem szukać wciąż muzyki tego samego gatunku (soul, funk) aby ją samplować. Miałem w ręce albumy od jakiegoś japońskiego disco, po brazylijską muzykę ludową. Na tych płytach znalazłem wiele świetnych sampli, z których tak na prawdę wyzwaniem jest coś zrobić. Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma, podobnie było ze mną gdy już brakowało mi płyt, chwytałem wszystko co było pod ręką i robiłem z tego muzykę :) Producenci samplujący mp3 tego nie zrozumieją, nie siedzą zwykle po kilka godzin przeszukując kosze pełne albumów, zawsze mają sampli pod dostatkiem, mogą ściągnąć dowolny kawałek swojego ulubionego artysty bądź ulubionego gatunku, na tym kończy się ich przygoda. Wielu z nich robi z tych próbek na prawdę kapitalne rzeczy, ale sam nie do końca rozumiem kim oni chcą w takim razie się tytułować? Muzykami? Producentami? Nie wiem czy zadają sobie pytanie, „czy to co zrobiłem, ma jakąś duszę, jakąś historię?”…
    Poza tym, nurtuje mnie jeszcze jedna kwestia. Wielu producentów tnących mp3 sprzedaje swoje podkłady… Okej, pomijam jakikolwiek hołd dla artysty, ale myślę, że jeżeli kupisz gramofon, winyle, poświęcisz temu czas, to możesz wołać o gażę ponieważ ten cały sprzęt musi się zwrócić. Tymczasem bez skrupułów pobierane są pieniądze za bit oparty na samplu z MP3. Uważam że wraz z rozwojem danego producenta, powinien on dążyć do postępu, a takim postępem jest moim zdaniem przerzucenie się na samplowanie winyli. Mają one lepszą jakość, i tak na prawdę sprawiają, że hip hop jest unikalny, bo może czerpać ze wszystkiego po równo, zresztą, od początku tej kultury towarzyszył jej winyl, myślę że chociaż temu wypada złożyć hołd.

  15. Witostr Says:

    Ehh te mp3, zdelegalizować. ja rozumiem, że tych 10 lat temu, kiedy ludzie mieli słabiuchne łącza internetowe i nieduże dyski, mp3 miało rację bytu, bo małe, a da się słuchać, ale dzisiaj? Włączyłem kilka dni temu jakiś stary, polski, rapowy album, który mam niestety tylko w tym formacie i nie byłem w stanie ani jednego utworu przesłuchać. Nie wrócę do tego, póki nie znajdę oryginału lub choćby flaców. Co do mnie wystarcza mi satysfakcja z tego, że znalazłem dobry sampel tam, gdzie nikt inny nawet nie szukał. I tak najczęściej jest to muzyka, po którą na wosku musiałbym jechać sam nie wiem gdzie. Z tym brzmieniem winyli bywa różnie, nasze rodzime bardzo często były słuchane na szlifierkach i dziś są tak zdarte, że o dobrym nie ma co mówić. Winyl tak, audio cd/lossless tak, mp3 zdelegalizować – wiem, powtarzam się.

  16. rif Says:

    Ja robiłem bity gdzieś od roku 1999r. i nawet mi przez myśl nie przeszło, że mogą być jakieś wyznaczniki prawdziwego producenta. Robiłem, bo miałem zajawe, bo bitów za bardzo nie było a byli chętni żeby pod nie nagrywać. Teraz się dowiaduję, że byłem pozerem, bo wg. „kodeksu ostrego” powinno się samplować z winyli. Inna sprawa, że robiłem bity na demoscenowym ft2 a tam jakość sampla nie mogła mieć pierwszorzędnego znaczenia ;) Wtedy była jedna zasada – nie samplować z rapu i tyle. Reszta, to czysta zajawa. Wiadomo, że aktualnie brzmienie to jest ten element, który odróżnia pałę od dobrego muzyka, ale z drugiej strony dobrze odpowiedział powyżej jeden z kolegów – masz tu moje bity i powiedz mi który sampel jest skompresowany. Oczywiste, że jakość jest gorsza, ale każdy by się przejechał na takim „teście słuchu”. Pozdrówki dla twórcy bloga.

  17. karimkoszmar Says:

    Ciekawa dyskusja się rozwinęła. Daruję sobie analizę tekstu Ostrego, bo staje on tu jako obrońca winyli, a były czasy jak grał koncerty i sam sobie puszczał bity z odtwarzacza cd. Niektórzy mają ograniczoną zdolność do samokrytyki. Co do samego tematu, jestem gdzieś w środku oldschoolowcem w tym temacie. Pamiętam czasy jak na imprezach Dj’e targali kosze z winylami i do tej pory jest do dla mnie najlepszy obraz hip-hopu. Dj niosący winyle w koszu, producent samplujący z winyli, robiący bity na maszynach, nie tylko na komputerze, raper nawijający w studiu całe zwrotki bez przerw i sklejania itp. itd. Z drugiej strony świat idzie do przodu i nie ma co być zatwardziałym obrońcą starego systemu. Myślę, że ważna jest droga jaką idziesz, o której prędzej czy później dowiadują się odbiorcy Twojej twórczości. Jeśli jesteś prezenterem radiowym, to nie mam nic przeciwko temu, żebyś puszczał utwory z mp3, niemniej jeśli odwiedzę Cię w domu to chciałbym zobaczyć Twoją kolekcję na półkach, zamiast na twardym dysku. Sam dziś wrzucam muzykę na Iphona, nie zmienia to faktu, że półki w domu gną się od płyt. Jeśli jesteś dj’em to nie mam nic przeciwko że dzisiaj jeździsz na koncerty z laptopem i serato, ale tak samo mam nadzieje, że masz swoją kolekcję winyli itp, itd. Jeśli chodziłeś długo po schodach, to nie widzę problemu w tym, że dzisiaj jeździsz windą. Jak nagrałeś x nielegali i jesteś dobry to możesz teraz wydawać nawet w Mymusic. Ważna jest dla mnie droga jaką przebyłeś i co sobą dzisiaj prezentujesz. Jeśli samplowałeś w pizdu winyli, robiłeś bity na akai, grałeś na korgach, yamachach itp. itd. a dziś stwierdziłeś, że wszystko to możesz zrobić z równie dobrym skutkiem na fruity loopsie to dla mnie git. Gorzej jak w nic nie inwestujesz, robisz bity na kradzionym programie, z kradzionych mp3 i twoja kolekcja płyt zamyka się w 5 egzemplarzach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: